Usiadł na ławce w parku. Otaczała go cisza. Biel otoczenia kontrastowała z czernią nocy. Przymknął oczy by poczuć się cząstką natury. Oczyszczał swój umysł z zazdrości, smutku i niepowodzeń. Przygryzł boleśnie wargę by zatrzymać łzy zbierające się w kącikach oczu. Spojrzał w niebo z głębokim westchnieniem. Drobniutkie płatki śniegu osadzały się na pojedynczych kosmykach włosów. Czuł, że się uspakaja. I choć jego ciało przeszywały ogromne dreszcze, a dłonie bez rękawiczek zaczęły zamarzać, nie czuł chłodu. Oparł się wygodniej o oparcie ławki. Uśmiechnął się do własnych myśli i wspomnień z nim w roli głównej. Wiedział, że go kocha. Wiedział, że tego uczucia nie zamieniłby na żadne inne. Czuł, że bez niego byłby wrakiem człowieka. Był jego codziennością, radością, wrażliwością- miłością. Wstał z ławki i skierował swe kroki ku domu. Wiedział, że on tam na niego czeka, jak zawsze.
W domu było pusto i ciemno. Z łomoczącym sercem lekko zapukał do drzwi jego pokoju. Był tam. Siedział przy słabym świetle wpatrzony w okno. Odwrócił się bez słowa i spojrzał na niego nieco zdziwiony. Chłopak wszedł do pokoju podchodząc do niego. Pochylił się i otoczył jego ciało ramionami. Zimny policzek przyłożył do jego szyi. Uśmiechnął się lekko i wyszeptał mu do ucha te dwa tak dobrze znane słowa- kocham Cię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz